STRONA GŁÓWNA


BLOG

zma-rzenie


5.
duży łyk pomarańczowego.
10.
pół szklanki na raz
15.
cała szklanka stio pusta
20.
nie popijam. gniote na proch i wcieram w jezyk.



45 minut.

wzrósł mój caly dobytek. Mam przed soba 2 kubki, 2 monitory wysokiej klasy LCD, i rozlewającą sie muzyke.
ciepło przepływa, jak po swiatłowodach. Sama sentencja rozkoszy, nie zabrudona trudnymi myślami.
60 minut.
Potop. Czas sie upoić, czas wejść wyżej, głębiej. Wpadłam w astralny wir, który mnie zabiera w najpiękniejsze miejsca mojej podswiadomości. Ciepły prąd porywa moje ciało. Spadam lekko w dół. Czuje to bo wszystkie zmysły powrażliwiały. Nie opisany, tak zajebiście przyjemny ciepły wiatr owijamnie calą.
90 minut.
A wiec to tutaj jestem.
Zaciemnony kontuar. Upajające zapachy i zaciemnienie sprawiaja że czuje sie słabo.
upadam.
leże na miekich
bordowych poduszkach, takich jak w cws tylko ze niebiańsko miekich. jest mi duszno, a zarazem tak nieziemsko dobrze.
120 min- 180 min.
nadal nie moge wstać. masuje sobie skore głowy, zakopuje sie w poduszki.
Kontuar jasnieje, przechodzi w zabawną karuzele wokół głowy.
tysiące magicznych światełek, śledzące moj każdy ruch oka.
ciepło nadal jest ze mna, zaczynam sie trząść.
na kartce pojawiają sie chaotyczne kreski.
papierosa!
nie, moje płuca sa zbyt małe zeby teraz palić. Całe wnętrze pływa w małym inkubatorze.
240
przychodzi twój wrog. Ból
zwijam sie w mały trzesący kłębek.
ciepło ulatuje zupełnie, a ja nie moge go zatrzymać.
zakrywam sie kołdrą, nie porównywalnie twardą i szorstka w stosunku do bordowych poduch.
nic nie daje.
czekam na sen.


p.s opisuje zdarzenie z listopada tamtego roku. Rekonstrukcja powstała z notatek, które jestem zwyczajna robić podczas moich prywatnych podróży
.

2008-04-23 23:45:51 skomentuj (3)