STRONA GŁÓWNA


BLOG

12 godzin, pół doby, strzępki dnia i nocy



to było szalone, nawet jak dla mnie.

decyzja podjęta w godzine przed odjazdem.

"mamo wyjeżdzam z miasta, do kolegi. wroce jutro" o dziwo odwiozła mnie nawet na dworzec.

miałam wino paczkę papierosów, i źle dobrane wino.
dojechałam, okazało sie że to jeszcze nie koniec podroży. to jeszcze dalej, w lesie.

nie byłam przygotowana na namiot, ani na ognisko.
wino pilismy z gwinta, a talerz do kiełbasek był zrobiony z gazety. nikt nie tknął kiełbaski tak wyśmienicie przygotowanej kiełbaski.

najpierw nieśmiało unikaliśmy wzroku, poważnych rozmów.
ale nadeszla wielka fala ciepła. noc stała się parząca
mój farmakologiczny stan, przemieszany winem rozpuścił nerwy, łzy i niepokoje.
stałam się lekka.
jedynym ciężarem były ubrania, które niedługo po tym zdjeliśmy.

*
to nie był sex, ani peeting

to poznawanie ciała centymetr po centymetrze.
poznawanie zapachów
uruchamianie tak dawno zapomnianych zmysłów.

mogło by sie zdawać że znamy sie od dawna, a dopiero teraz poznaliśmy sie naprawde.

*

rano wyszłam obnażając przed słońcem swoje nagie ciało.

zapaliłam papierosa, wysunełam twarz wyżej, by całą jego uwage skupić na sobie.

powiedział jesteś piękna, a my jesteśmy hipisami..

pojade tam za tydzień. na pewno!

2009-05-31 15:03:26 skomentuj (7)